Magdalena  - Maria Magdalena w Ewangelii  -  Tajemnicze "SIEDEM"  -  Legenda o Marii Magdalenie  -  Georges de La Tour  -
 Światło i symbole "POKUTUJĄCEJ MAGDALENY"  -  Inne wyobrażenia "POKUTUJĄCEJ MAGDALENY"  -  Zakończenie 
Niniejsza praca jest echem mojej pracy magisterskiej napisanej w ramach przedmiotu "Analiza dzieła plastycznego" prowadzonego w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (obecnej ASP) w Poznaniu przez dr Jolantę Dąbkowską-Zydroń.



SIEDEM ZŁYCH DUCHÓW
MARII MAGDALENY

EWANGELIA A LEGENDA
ROZWAŻANIA IKONOGRAFICZNE


      Wszystko zaczęło się 7 lat temu od reprodukcji fragmentu obrazu "Pokutująca Magdalena" Georgesa de La Tour, wersji z Luwru. Wśród wielu przeżyć i przemyśleń ciągle brakuje mi tych najbardziej istotnych - wyjazdu do Paryża i "spotkania" w muzeum. Ale to w przyszłości.
      Rozpoczęłam poszukiwania na temat twórcy oraz możliwości interpretacji tak odmiennego od potocznego rozumienia stylu barokowego. Zagłębianie się w symbolikę obrazu pociągnęło za sobą szersze spojrzenie ikonograficzne na Marię Magdalenę. Jeśli daje się odczuć pewną niespójność tej pracy, to oddaje ona w pełni charakter toku myślowego jaki mi towarzyszył od czasu "odkrycia" twórczości La Tour.
      Fakt, że Pokutująca Magdalena "pojawiła się" w moim życiu siedem lat temu, stanowi dla mnie szczególny znak.
[wróć]

MAGDALENA

Imię pochodzące od przydomku Marii z Magdali. Nazwa miejscowa Magdala jest pochodzenia aramejskiego. Odpowiada hebrajskiej nazwie Migdal - wieża ryb (dziś e1-Me-dżel odległe o 5 km od Tyberiady). W Polsce imię znane od czasów średniowiecznych w formach: Magdalena, Magdalana, Magdalina, Madlena, Magdalenka, Machta (forma Macha to też skrót od Małgorzata).
Dawniej imię to dość często (obok Urszuli, Ewy) nadawano nieślubnym córkom.
Od imienia Magdalena pochodzą nazwiska Madalański, Madaleński, Magdzierz.
Dziś imię to jest również używane w formie urzędowej i spieszczeniach Magda, Magdusia, Madzia.
[H. Fros SI, F. Sowa "Twoje imię", Przewodnik onomastyczno-hagiorgraficzny. Kraków 1975 s.382]

[wróć]

MARIA MAGDALENA W EWANGELII

cytaty z Pisma Świętego Starego i Nowego Testamentu (Biblia Tysiąclecia) PALLOTINUM, PoznańWarszawa 1980

Maria Magdalena to nasze domysły i wyobrażenia. Wspominają o niej czterej ewangeliści i na tej podstawie można tylko stwierdzić, że była Uczennicą Pańską, chodziła za Jezusem głoszącym Ewangelię i usługiwała Mu wraz z innymi kobietami. [A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria, zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; (Łk 8; 1-2)]

Towarzyszyła Chrystusowi aż do Jego ukrzyżowania i śmierci. Było tam również wiele niewiast, które przypatrywały się z daleka. Szły one za Jezusem z Galilei i usługiwały Mu. Między nimi były: Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba i Józefa, oraz matka synów Zebedeusza. (Mt 27; 55-56)

Asystowała przy złożeniu zwłok Jezusa do grobu Józefa z Arymatei. Pod wieczór przyszedł zamożny człowiek z Arymatei, imieniem Józef, który też był uczniem Jezusa. On udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Wówczas Piłat kazał je wydać. Józef zabrał ciało, owinął je w czyste płótno i złożył w swoim nowym grobie, który kazał wykuć w skale. Przed wejściem do grobu zatoczył duży kamień i odszedł. Lecz Maria Magdalena i druga Maria pozostały tam, siedząc naprzeciw grobu. (Mt 27; 57-61)

Najważniejsze jednak było wyróżnienie jakie ją spotkało potem - pierwsza dowiedziała się o zmartwychwstaniu. To jej właśnie Jezus polecił obwieścić tę nowinę Dwunastu Apostołom.
A pierwszego dnia po szabacie, wczesnym rankiem, gdy jeszcze było ciemno, Maria Magdalena udała się do grobu i zobaczyła kamień odsunięty od grobu. Pobiegła więc i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus kochał, i rzekła do nich: "Zabrano Pana z grobu i nie wiemy, gdzie Go położono". Wyszedł więc Piotr i ów drugi uczeń i szli do grobu. Biegli oni obydwaj razem, lecz ów drugi uczeń wyprzedził Piotra i przybył pierwszy do grobu. A kiedy się nachylił, zobaczył leżące płótna, jednakże nie wszedł do środka. Nadszedł potem także Szymon Piotr, idący za nim. Wszedł on do wnętrza grobu i ujrzał leżące płótna oraz chustę, która była na Jego głowie, leżącą nie razem z płótnami, ale oddzielnie zwiniętą na jednym miejscu. Wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. Ujrzał i uwierzył. Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które mówi], że On ma powstać z martwych. Uczniowie zatem powrócili znowu do siebie.
Maria Magdalena natomiast stała przed grobem płacząc. A kiedy [tak] płakała, nachyliła się do grobu i ujrzała dwóch aniołów w bieli, siedzących tam, gdzie leżało ciało Jezusa - jednego w miejscu głowy, drugiego w miejscu nóg. I rzekli do niej: "Niewiasto, czemu płaczesz?" Odpowiedziała im: "Zabrano Pana mego i nie wiem, gdzie Go położono". Gdy to powiedziała, odwróciła się i ujrzała stojącego Jezusa, ale nie wiedziała, że to Jezus. Rzekł do niej Jezus: "Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?" Ona zaś sądząc, że to jest ogrodnik, powiedziała do Niego: "Panie, jeśli ty Go przeniosłeś, powiedz mi, gdzie Go położyłeś, a ja Go wezmę". Jezus rzekł do niej: "Mario!" A ona obróciwszy się powiedziała do Niego po hebrajsku: "Rabbuni", to znaczy: Nauczycielu! Rzekł do niej Jezus: "Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego". Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: "Widziałam Pana i to mi powiedział".
(J 20; 1-18)


Jedyna informacja dotycząca jej przeszłości zawiera się w słowach: "Maria Magdalena, którą opuściło siedem złych duchów". Nie jest więc określone, że była kobietą cudzołożną, uratowaną od ukamienowania, ani, że była jawnogrzesznicą, który obmyła stopy Jezusa swoimi łzami, otarła włosami oraz namaściła drogocennym olejkiem. Żaden z Ewangelistów nie łączy jej imienia z Marią, siostrą Łazarza i Marty; Marią, która "obrała najlepszą cząstkę".
Być może twórcy legendy o Marii Magdalenie jasno odczytywali "siedem złych duchów" jako określenie jawnogrzesznicy. Do naszych czasów nie dotarło takie tłumaczenie. Myślę, że określenie świętej jako osoby, która była opanowana przez siedem złych duchów może być bardziej intrygujące i tajemnicze niż tak konkretny grzech jakim było jawne cudzołóstwo.
[wróć]

TAJEMNICZE "SIEDEM"

      Symbolika liczby siedem jest wielce ciekawa i rozbudowana. Prawdopodobnie wyprowadziły ją już ludy pierwotne z obserwacji astronomicznych siedmiodniowych faz księżyca. Liczbę siedem traktowano jako świętą, jeszcze przed odkryciem siedmiu planet. Doszukiwano się jej w naturalnych zjawiskach - w tęczy, gamie dźwiękowej. Stała się liczbą pełni i doskonałości. W oparciu o siódemkę powstała koncepcja siedmiu sfer niebieskich i koncepcja podziału życia ludzkiego pozostającego pod wpływem gwiazd przez siedem okresów. Wyobrażenie o siedmiu niebach Babilończycy przedstawili w formie siedmiostopniowych zikkuratów. W kulcie Mitry dusza ludzka wędrowała przez siedem sfer do wtajemniczonego nieba. Ra i Ozyrysa, głównych bogów egipskich, otaczało siedem bóstw.
      Niezwykłość liczby siedem jawi się też od strony matematycznej - jest to jedyna liczba nie będąca zwielokrotnieniem żadnej cyfry ani też nie można je zwielokrotnić w pierwszej dziesiątce (liczba dziewicza). Nazwano ją liczbą piramid, gdyż piramidę tworzą cztery trójkąty (4 + 3).
      Swoją moc i wagę posiada siódemka w Starym i Nowym Testamencie. Począwszy od opisu stworzenia świata aż po Apokalipsę jest wiodącą świętą liczbą. Tak więc: siedem dni stworzenia (Rdz. 2,2n); siedem dni na przebłaganie (Wj 29,37), siedem lat trwał cykl uprawny, przy czym siódmy rok był rokiem wolnym od obsiewu - szabatowym (Wj 23, 10-11). Chrystus polecił przebaczać nie siedem lecz siedemdziesiąt siedem razy (Mt 18, 21-22). Apokalipsa (adresowana do siedmiu Kościołów w Azji) przepełniona jest wizjami siedmiu pieczęci,, siedmiu trąb, siedmiu czasz, siedmiu lamp ognistych, siedmiu Duchów Boga, Baranka o siedmiu rogach i z siedmiorgiem oczu, siedmiu aniołów, siedmiu gromów, Smoka o siedmiu głowach z siedmioma diademami.
      Siódemka to siedem cnót (mądrość, sprawiedliwość, męstwo, umiarkowanie, nadzieja i miłość), siedem darów Ducha św. , siedem sakramentów, ale też siedem grzechów głównych.
      Nie spotkałam się z interpretacją siódemki w odniesieniu do kobiet cudzołożnych. Jedynie w XVI i XVII wieku w krajach germanofońskich pojawiło się określenie kobiety złego prowadzenia się jako "zlej siódemki".
[wróć]

LEGENDA O MARII MAGDALENIE

      Zazwyczaj nasza znajomość legendy ogranicza się do scen opartych o Ewangelię. Treść legendy spisanej przez Jakuba de Voragine jest rozbudowana; daleko wykracza poza to, co zawierają fragmenty Pisma św.

      "Maria Magdalena otrzymała ten przydomek od grodu Magdala. Rodzina jej była bardzo znakomita; wywodziła się nawet z rodu królewskiego. Ojciec Marii nazywał się Syrus, a matka Eucharia. Wraz ze swym bratem Łazarzem i siostrą; Martą, Maria Magdalena posiadała gród Magdala, oddalony o dwie mile od jeziora Genezaret, Betanię pod Jerozolimą i znaczną część samej Jerozolimy. Rodzeństwo podzieliło się między sobą w ten sposób, że Maria otrzymała gród Magdala, od którego nazwana została Magdaleną, Łazarz część Jerozolimy, a Marta Betanię. Ponieważ jednak Magdalena oddała się cała światowym uciechom, a Łazarz poświęcił się służbie wojskowej, więc Marta, najroztropniejsza z nich, zarządzała troskliwie majątkiem siostry i brata, i troszczyła się o potrzeby ich rycerzy, służby oraz biednych. Po wniebowstąpieniu Pańskim jednak sprzedali wszystko, a otrzymaną zapłatę złożyli u stóp apostołów.
      > Magdalena była więc bardzo bogata, a ponieważ bogactwu zawsze towarzyszy chęć użycia, więc i ona, jaśniejąc bogactwem i urodą, oddała ciało swoje rozkoszom, tak że wreszcie zapomniano jej własnego imienia i wszędzie zwano ją grzesznicą. Lecz gdy pewnego razu słyszała, że Chrystus, który tu i tam nauczał, będzie na uczcie u Szymona trędowatego, kierowana wolą Bożą pośpieszyła tam. Nie śmiała jednak jako grzesznica zjawić się pomiędzy sprawiedliwymi, lecz pozostała z tyłu koło nóg Pana, łzami obmyła jego stopy, wytarła je włosami i namaściła cennym olejkiem. Mieszkańcy tego kraju bowiem często zażywali kąpieli i namaszczania z powodu gwałtownych upałów. Widząc to Szymon faryzeusz pomyślał sobie: Gdyby on był prorokiem, nigdy nie zezwoliłby, aby taka grzesznica go dotknęła. Pan jednak skarcił jego pychę z własnej sprawiedliwości, a kobiecie odpuścił wszystkie grzechy.
      Jest to więc owa Maria Magdalena, której Pan wyrządził tak wielkie dobrodziejstwo i dał dowody swej wielkiej miłości. Wypędził z niej bowiem siedmiu diabłów, rozpalił ją całą uwielbieniem do siebie, uczynił ją szczególnie bliską sobie, jak również swoją gospodynią i szafarką, którą zawsze chciał mieć przy sobie w podróży. Zawsze też łagodnie ją usprawiedliwiał: i przed faryzeuszem, który ją nazwał nieczystą, i przed jej siostrą, która oskarżała ją o lenistwo, i przed Judaszem, który nazywał ją rozrzutnicą. Widząc ją płaczącą Pan sam nie mógł powstrzymać łez. Z miłości do niej wskrzesił jej brata w cztery dni po jego śmieci. Z miłości do niej uzdrowił jej siostrę z krwotoku, na który cierpiała przez 7 lat. Dzięki jej zasługom Martilli, słudze jej siostry, uczynił tę łaskę, że zawołała te błogosławione i słodkie słowa: "Błogosławiony żywot, który Cię nosił i piersi, które ssałeś". Według Ambrożego bowiem ową kobietą cierpiącą krwotok była Marta, ta zaś, które te słowa wypowiedziała, była jej służącą. Magdalena - opowiada on -była tą, która obmyła łzami nogi Pana, wytarła je włosami i namaściła olejkiem. Ona to w czasie łaski pierwsza odbyła uroczystą pokutę, ona wybrała najlepszą cząstkę, siedząc u stóp Pana i słuchając słów Jego. Ona to w czasie męki Pańskiej stała pod krzyżem, ona przygotowała olejek, aby namaścić Jego ciało. Gdy uczniowie odeszli od grobu Pana, ona pozostała. Jej najpierw ukazał się zmartwychwstały Chrystus i uczynił ją apostołką apostołów.
      Po wniebowstąpieniu Chrystusa, mianowicie w 14 lat po męce Pańskiej, gdy Żydzi dawno już zabili Szczepana, a pozostałych uczniów wypędzili poza granice Judei, ci rozeszli się po różnych krajach, aby tam siać słowo Boże. W tym czasie wraz z apostołami był św. Maksyminus, jeden z 72 uczniów Pańskich, którego opiece św. Piotr polecił Marię Magdalenę.
Gdy więc uczniowie Pana rozproszyli się po świecie, święty Maksyminus, Maria Magdalena, brat jej Łazarz, siostra Marta ze swą służącą Martillą, a także św. Cedoniusz, ślepy od urodzenia, lecz uzdrowiony przez Pana, wszyscy wraz z wieloma innymi chrześcijanami zostali przez niewiernych załadowani na okręt i zepchnięci na morze bez żadnego steru, oczywiście w tym celu, aby wszyscy razem potonęli. Moc Boża jednak doprowadziła ich do Marsylii. Tam nie znaleźli nikogo, kto przyjąłby ich gościnnie, zostali więc w portyku przylegającym do pewnej świątyni pogańskiej, należącej do plemienia tego kraju. Maria Magdalena zaś ujrzawszy, że lud schodzi się do świątyni, aby składać ofiary bożkom, podniosła się z twarzą łagodną i pogodną i poczęła w przekonywających słowach odwodzić ich od kultu bożków, a równocześnie z wielką wytrwałością opowiadała im o Chrystusie. W końcu wszystkich oczarowała jej postać, zarówno jak wymowa i łagodność jej słów. Nic też dziwnego, że usta, które pobożnym i słodkim pocałunkiem dotknęły stóp Zbawiciela, bardziej niż inne tchnęły urokiem słowa Bożego.
      Następnie przybył do owej świątyni książę tego kraju wraz z żoną i chciał złożyć ofiarę bożkom, aby u nich uprosić sobie potomstwo. Jemu też Magdalena opowiedziała o Chrystusie i odradzała składanie ofiary. A po kilku dniach Magdalena ukazała się w widzeniu owej niewieście i rzekła: Dlaczego opływając sami w dostatki pozwalacie, aby święci Boży umierali z głodu i zimna? Zagroziła jej też, że jeśli nie namówi swego męża, aby ratował świętych od nędzy, wówczas ściągnie na siebie gniew Boży. Kobieta jednak lękała się opowiedzieć mężowi o swym widzeniu. Następnej więc nocy Magdalena znowu jej się ukazała powtarzając to samo, lecz ona nie wyjawiła tego swemu mężowi. Po raz trzeci tedy zjawiła się Magdalena w ciszy głębokiej nocy, drżąca z gniewu, z twarzą tak płonącą, jak gdyby cały dom się palił i rzekła: "Ty śpisz, tyranie nasienie twego ojca szatana, wraz z twą małżonką żmiją, która nie chciała ci oznajmić moich słów? Odpoczywasz, w rogu krzyża Chrystusowego, nasyciwszy żarłoczność twego brzucha rozmaitymi przysmakami, a świętym Bożym pozwalasz ginąć z głodu i pragnienia? Leżysz w pałacu, owinięty w jedwabie, widzisz, że oni tam samotni nie mają gospody i nie troszczysz się o to? Ale nie wymkniesz się, niegodziwcze, nie ujdzie ci to bezkarnie, że tak długo zwlekałeś z dobrodziejstwami dla nich!" To rzekłszy Magdalena odeszła. Niewiasta zaś zbudziwszy się drżała i wzdychała, a wreszcie rzekła do męża, który też zdradzał objawy niepokoju: "Panie mój, czy widziałeś tę zjawę, która mnie się ukazała?" On zaś odparł: "Widziałem i ciągle jeszcze pełen jestem zdumienia i lęku. Cóż teraz zrobimy?" "Lepiej będzie - odpowiedziała mu żona - posłuchać jej, niż narazić się na gniew Boga, o którym ona naucza". Przyjęli zatem świętych w gościnę i zaspokoili wszystkie ich potrzeby.
      Gdy pewnego razu Maria Magdalena nauczała, ów książę rzekł do niej: "Czy potrafisz udowodnić prawdziwość wiary, której nauczasz?" Ona zaś odpowiedziała: "Co do mnie, to gotowa jestem zawsze bronić mej wiary, bo uzasadnia ją codziennymi cudami i nauką mój mistrz Piotr, który jest głową kościoła w Rzymie". Wtedy książę wraz ze swą żoną oświadczył Magdalenie: "Gotowi jesteśmy we wszystkim posłuchać twoich słów, jeżeli uprosisz nam syna u Boga, o którym opowiadasz". "Zaiste, nie odmówię ci pomocy" - odparła. Wówczas św. Maria Magdalena pomodliła się za nich do Pana, aby raczył dać im syna. Pan wysłuchał jej próśb i małżonka księcia poczęła dziecię. Mąż jej zapragnął pojechać do Piotra, aby przekonać się czy jest prawdą to, co Magdalena opowiada o Chrystusie. Wtedy żona rzekła do niego: "Jakże to, panie, chcesz wyjechać beze mnie? Nie myśl nawet o tym! Jeśli wyjedziesz, ja pojadę wraz z tobą, wrócę, gdy ty wrócisz, spocznę, gdy ty będziesz odpoczywał". Mąż jednak odrzekł jej: "Nie może to być, pani, ponieważ ty jesteś ciężarna, a na morzu czyha wiele niebezpieczeństw i łatwo mogłabyś być wystawiona na szwank. Pozostań więc spokojnie w domu i czuwaj nad naszym majątkiem". Ona jednak kobiecym zwyczajem ciągle nalegała, ze łzami obejmowała jego nogi, aż wreszcie osiągnęła to, o co prosiła. Maria więc umieściła znak krzyża na ich barkach, aby zły duch nie przeszkadzał im w podróży. Następnie załadowali na okręt wielką ilość potrzebnych im rzeczy, cały dobytek zostawili pod opieką Marii Magdaleny i wyruszyli w drogę.
      Już jeden dzień i noc byli w drodze, gdy morze poczęło bardzo się burzyć, a wiatr dął tak silnie, że wszyscy przerażeni strasznym naporem fal popadli w wielką trwogę, najwięcej zaś owa ciężarna i słabowita kobieta, która nagle uczuła bóle porodowe i wśród cierpień cielesnych i trwogi przed burzą umarła, wydawszy na świat syna. Nowourodzony chłopczyk za drżał i kwilił żałośnie szukając piersi matczynej, która byłaby mu pociechą. Ach, cóż za boleść! Dziecię urodziło się żywe, lecz stało się przyczyną śmierci matki, teraz i jemu przyjdzie umrzeć, bo nie ma nikogo, kto by mógł mu dostarczyć pożywienia, aby żyło! Cóż miał czynić biedny pielgrzym widząc, że żona jego nie żyje, a syn kwiląc żałośnie szuka piersi matki? Zawodził głośno i wołał: "Biada mi, cóż uczynię, nieszczęsny? Pragnąłem mieć syna, a straciłem matkę wraz z synem!" Żeglarze zaś krzyczeli i wołali: "Trzeba wyrzucić ciało w morze, zanim wszyscy razem zginiemy! Jak długo ono będzie z nami, nie ustanie ta burza!" Ale gdy pochwycili ciało, aby wrzucić je do morza, pielgrzym zawołał: "Stójcie, stójcie, jeśli już nie chcecie oszczędzić ani mnie, ani matki, to przynajmniej zlitujcie się na kwilącym niemowlęciem! Poczekajcie trochę, może żona moja z wielkiego bólu tylko popadła w omdlenie i zdoła jeszcze przyjść do siebie!"
      W tej chwili niedaleko ukazała się na morzu jakaś skalista wysepka, a pielgrzym ujrzawszy ją, pomyślał, że lepiej będzie tam złożyć ciało zmarłej i dziecko, niż rzucić je na pożarcie morskim potworom. Skłonił więc marynarzy prośbami i zapłatą, aby tam przybili. Następnie nie mogąc z powodu twardości ziemi wykopać grobu, położył ciało żony na płaszczu w oddalonej części wysepki, złożył chłopca na piersi matki i rzekł ze łzami: "0 Mario Magdaleno, na moje największe nieszczęście przybyłaś do Marsylii! Po cóż ja nieszczęsny za twoją namową podjąłem tę podróż? Czy po to prosiłaś Boga, aby moja żona poczęła, żeby przez to zginęła? Oto poczęła dziecię, a wydając je na świat znalazła śmierć, syn zaś mój po to urodził się, aby zginąć, bo nie ma tej, która by go żywiła. Oto co uzyskałem przez twoją modlitwę! A przecież powierzyłem ci wszystko, co mam, i teraz też wszystko twemu Bogu polecam. Jeśli rzeczywiście jest On tak potężny, to będzie pamiętał o duszy matki i na twoje prośby zmiłuje się nad dzieckiem i uchroni je od zguby".
      Następnie okrył swym płaszczem ciało żony i dziecko i wrócił na okręt. Gdy przybył do Piotra, ten wyszedł mu naprzeciw, a widząc na jego barkach znak krzyża począł go wypytywać, kim jest i skąd przybywa. Pielgrzym opowiedział mu swoje dzieje, a Piotr rzekł: "Pokój niech będzie z tobą. Dobrze zrobiłeś przybywając tu i dobrej rady posłuchałeś. Nie smuć się, żona twoja śpi i chłopczyk wraz z nią spoczywa, Pan bowiem daje, komu zechce, i ma moc, aby dary odebrać, a odebrane znowu przywrócić; tak też może i twoją boleść przemienić w radość". Następnie zaprowadził go Piotr do Jerozolimy i pokazał mu te wszystkie miejsca, w których Chrystus nauczał i czynił cuda, a także miejsce, na którym został umęczony i z którego wstąpił do nieba. Uczył go też Piotr pilnie wiary chrześcijańskiej, a po upływie dwu lat pielgrzym wsiadł znowu na okręt, aby powrócić do ojczyzny.
      Gdy zaś płynął po morzu, moc Boża sprawiła, że okręt znalazł się w pobliżu owej wysepki, na której zostawił ciało żony i dziecko. Znowu więc skłonił pielgrzym marynarzy prośbami i zapłatą, aby przybili do wysepki. Chłopczyk zaś dzięki Marii Magdalenie żywy i zdrowy często wychodził na brzeg morza i, jak to dzieci mają zwyczaj, bawił się kamykami i żwirem. Gdy więc pielgrzym zbliżył się i ujrzał chłopca bawiącego się jak inne dzieci na brzegu morza kamykami, zdziwił się bardzo, nie wiedząc, kto to jest. Jednak skoro wysiadł z łodzi, chłopczyk przerażony widokiem człowieka, którego nigdy jeszcze nie widział, pobiegł do matki i ukrył się na jej piersi pod płaszczem. Pielgrzym więc, chcąc lepiej zobaczyć, poszedł za nim i znalazł ślicznego chłopca, który ssał pierś matczyną.
      Biorąc go tedy na ręce rzekł: "O, święta Mario Magdaleno, jakże byłbym szczęśliwy, jak wielka spotkałaby mnie pomyślność, gdyby moja żona żyła i mogła wrócić ze mną do ojczyzny! Wiem bowiem, wiem i ponad wszelką wątpliwość wierzę w to, że ty, która mi podarowałaś syna i uchroniłaś go przez dwa lata na tej skale, potrafisz także modlitwą swoją przywrócić jego matce dawne zdrowie".
      Na te słowa kobieta westchnęła i jakby budząc się z długiego snu rzekła: "Bądź pochwalona i błogosławiona, święta Mario Magdaleno, za to, że spełniłaś obowiązek położnej przy mnie, gdy rodziłam syna, a później w każdej potrzebie wykonywałaś przy mnie pracę służebnej". Słysząc to pielgrzym zdumiał się wielce i rzekł: "Ty żyjesz, moja ukochana żono?" Ona zaś odparła: "Tak, żyję i wracam teraz właśnie z tej pielgrzymki, którą i ty odbyłeś. Ciebie święty Piotr zaprowadził do Jerozolimy i pokazał ci miejsca, w których Chrystus był męczony, umarł i został pogrzebany, a także wiele innych miejsc. Ja zaś razem ze świętą Marią Magdaleną, która mi była przewodniczką i towarzyszką, byłam też z wami, obejrzałam te same miejsca i wszystko zapisałam sobie w pamięci". Następnie poczęła opisywać miejsca męki Chrystusa i wyliczała cuda, które widziała, i to tak dokładnie, że w niczym nie pomyliła się.
      Wziął więc pielgrzym żonę i syna i pełen radości wsiadł na okręt, a wkrótce potem dotarli do portu w Marsylii. Wysiadłszy znaleźli św. Marię Magdalenę otoczoną uczniami i nauczającą. Objąwszy tedy jej nogi ze łzami opowiedzieli wszystko, co im się zdarzyło, a następnie przyjęli chrzest święty z rąk św. Maksyminusa. Potem zburzywszy wszystkie świątynie pogańskie w mieście Marsylii zbudowali kościoły Chrystusowe, a świętego Łazarza za ogólną zgodą obrali biskupem tego miasta. Wreszcie za wolą Bożą udali się do miasta Aix, gdzie przy pomocy licznych cudów nawrócili ludność na wiarę Chrystusową. św. Maksyminus zaś został tam wybrany biskupem.
      Tymczasem św. Maria Magdalena chciwa niebiańskiej kontemplacji udała się do dzikiej pustelni, gdzie pozostała nieznana nikomu prze 30 lat w miejscu, przygotowanym dla niej rękoma aniołów. W miejscu tym zaś nie było ani wody płynącej, ani drzew czy traw niosących ochłodę. Widać stąd, że Odkupiciel nasz chciał Marię Magdalenę nasycić nie ziemskim pokarmem, tylko niebiańską ucztą. Codziennie tedy, gdy zbliżała się pora każdej z siedmiu godzin kanonicznych, aniołowie unosili ją w powietrze i wtedy własnymi uszami słyszała pochwalne śpiewy niebiańskich zastępów. Tak każdego dnia nasycona ową słodką ucztą, skoro następnie ci sami anieli odnosili ją do tej pustelni, nie pragnęła już żadnego ziemskiego pokarmu.
      W odległości zaś dwunastu stadiów od tego miejsca zbudował sobie chatkę pewien kapłan, który pragnął prowadzić życie pustelnicze. Otóż Pan otworzył jego oczy i dozwolił, aby cielesnymi oczyma ujrzał wyraźnie, jak aniołowie schodzili z nieba na owo miejsce, w którym przebywała św. Maria Magdalena, jak unosili ją w powietrze, a po upływie godziny śpiewając Bogu chwałę odnosili ją z powrotem.
      Chcąc stwierdzić rzeczywistość owego przedziwnego widzenia, kapłan ów polecił się Stwórcy w modlitwie i śmiało a pobożnie pospieszył na owo miejsce. Gdy jednak zbliżył się na odległość rzutu kamieniem, nagle nogi poczuły się pod nim uginać, a serce jego ścisnęło się wielką trwogą. Zawrócił więc, a wtedy natychmiast odzyskał władzę w nogach. Ilekroć jednak usiłował zawrócić i dojść do tego miejsc tyle razy wszelkimi sposobami przeszkadzała mu słabość ciała i zamroczenie umysłu Zrozumiał tedy mąż Boży, że jest to bez wątpienia tajemnica niebiańska, do której badanie ludzkie nie ma dostępu. Wzywając więc imienia Zbawiciela zawołał:
"Zaklinam cię na Boga, jeśli jesteś człowiekiem, czy jakimś innym stworzeniem rozumnym, ty, co mieszkasz w tej jaskini - odpowiedz mi i wyjaw prawdę o sobie!" Gdy zaś powtórzył te słowa trzykrotnie, św. Maria Magdalena odrzekła mu: "Zbliż się, a poznasz całą prawdę, której tak pragnie serce twoje". Podszedł więc drżąc aż do połowy odległości, a wtedy Maria Magdalena rzekła: "Czy przypominasz sobie z ewangelii Marię, ową słynną grzesznicę, która łzami obmyła nogi Zbawiciela, włosami je wytarła i zasłużyła sobie na przebaczenie za swoje grzechy?"
Kapłan zaś odrzekł: "Pamiętam, już trzydzieści lat minęło od tego czasu, jak w to wierzy i wyznaje to Kościół święty". "To ja jestem - rzekła tedy Maria Magdalena - Przez trzydzieści lat pozostawałam tutaj nikomu z ludzi nie znana. Tak jak to wczoraj pozwolono ci ujrzeć, tak każdego dnia ręce aniołów unoszą mnie w powietrze i wolno mi 7 razy dziennie cielesnymi uszyma słyszeć słodkie pienia niebiańskich chórów. Ponieważ zaś Pan oznajmił mi, że wkrótce odejdę z tego świata, więc idź do świętego Maksyminusa i postaraj się powiedzieć mu w tajemnicy, aby w najbliższe święto Zmartwychwstania Pańskiego udał się sam do kościoła o tej porze, gdy ma zwyczaj wstawać na jutrznię; tam znajdzie mnie przyniesioną przez aniołów".
Kapłan słuchał głosu Marii Magdaleny jakby głosu anielskiego, nikogo nie widział. Następnie udał się co prędzej do św. Maksyminusa i wszystko mu po kolei opowiedział. Św. Maksyminus przejęty wielką radością gorąco dziękował Zbawicielowi, a w oznaczonym dniu i o wskazanej godzinie udał się sam do kościoła i ujrzał Marię Magdalenę stojącą w orszaku aniołów, którzy ją przyprowadzili. Unosiła się ona na dwa łokcie ponad ziemię i stojąc pośród aniołów z wyciągniętym rękoma modliła się do Boga. Gdy zaś św. Maksyminus lękał się zbliżyć do niej, odwróciła się i rzekła doń: "Podejdź bliżej i nie uciekaj od twojej córki, ojcze". Zbliżył się tedy do niej, Lecz - jak czytamy w pismach samego św. Maksyminusa -twarz jej jaśniała tak od ciągłego i długotrwałego oglądania aniołów, że łatwiej można spoglądać w słońce niż w jej oblicze. Zwołał więc wszystkich duchownych ora wspomnianego wyżej kapłana, następnie św. Maria Magdalena przyjęła z rvk biskupa Ciało i Krew Pańską płacząc rzewnie, poczym rzuciła się całym ciałem na stopnie ołtarza, a święta jej dusza odeszła do Pana.
      Po jej śmierci pozostał w tym miejscu tak słodki zapach, że przez 7 dni jeszcze czuli go wszyscy wchodzący do kościoła. Święte jej ciało zaś namaszczone różnymi olejkami pogrzebał św. Maksyminus z wielką czcią oraz nakazał, aby i jego po śmierci pochowano obok niej.
[wróć]

GEORGES DE LA TOUR


      Zastanawiało mnie, kim był jako człowiek? Skąd takie obrazy? Niestety ilość informacji jest znikoma a i te dostępne bywają czasami sprzeczne. Żył w latach 1593 - 1652. Prawdopodobnie większość swego życia spędził w Lotaryngii, ciesząc się tylko lokalną sławą. Maria Rzepińska podaje, że był człowiekiem, który wzbogacił się dzięki małżeństwu i twórczości. Wiódł życie skrajnie odmienne od charakteru swoich prac. Jeździł konno, namiętnie polował z psami. Był skąpcem i postrachem wieśniaków - a to przez swój wybuchowy temperament.
      "Zniknął" na kilka wieków, by zostać ponownie odkrytym przez Hermanna Vossa. Pierwszy raz można było oglądać jego dzieła w 1934 roku podczas paryskiej wystawy "Peintres de la Realite". Więcej informacji przyniosła okazja, jaką była monograficzna wystawa w l'Orangerie od maja do września 1972 roku.
      Malarstwo La Tour jest swoiste i daleko odbiegające od sztuki barokowej. Badacze doszukują się w jego twórczości wpływów Caravagio bądź malarzy działających w Utrechcie. Przypuszczają też, że odbył, niemal obowiązkową dla każdego malarza, podróż do Włoch. Nie istnieją jednak żadne archiwalne potwierdzenia tych domysłów.
      Dzieła La Tour wyróżniają się charakterystycznym, odrębnym stylem. Forma postaci jest uproszczona, oszczędna i syntetyczna, niemal geometryzująca. Sylwetki są zakomponowane statycznie, -żadnego ruchu tak charakterystycznego dla baroku. Wśród trzydziestu obrazów uznanych za oryginały wyraźnie istnieją dwie serie: "dzienna" i "nocna", w której źródłem światła najczęściej jest pochodnia albo świeca. Paleta barw, zwłaszcza nokturnów jest dość surowa i jednostronna, pozbawiona błękitów i zieleni.
      Sama ikonografia obrazów nie odbiega od konwencji jego czasów. "Pokutująca Magdalena" jak i wiele innych są tematami tradycyjnymi, lecz odmiennie i genialnie zinterpretowanymi. Malarz obracał się w kręgu kilku scen rodzajowych i religijnych, często tworzył kilka wersji jednego tematu, także pokutującej Magdaleny.

      Nie uważam, by seria "dzienna" w jakikolwiek sposób ustępowała "nocnej". Jedynie moje podobania do nokturnów, zwłaszcza w nowej formule La Toura, skłaniają mnie do tych niebywale nastrojowych i powściągliwych dziel świadczących o wielkim talencie twórcy. Maria Rzepińska w studiach nad ikonografią św. Sebastiana zauważa, że tworzenie takich obrazów zalicza się do najtrudniejszej sztuki. Dawne traktaty włoskie i holenderskie uważały nokturny ze świecą za dowód mistrzostwa - świadczy o tym między innymi mała ilość dziel operujących takim źródłem światła.
[wróć]

ŚWIATŁO I SYMBOLE "POKUTUJĄCEJ MAGDALENY"


      Co takiego ma w sobie światło świecy, że przyciąga wzrok nawet w obrazie? Dlaczego Georges de La Tour uznał światło świecy za najodpowiedniejsze dla oddania pokutnego nastroju? Wynikiem poszukiwań odpowiedzi stały się różne spostrzeżenia dotyczące światła i symboli zawartych w wyobrażeniu pokutującej Marii Magdaleny.
      A więc: jeśli świeca (światło) to ciemność.
Ciemność to brak światła, kojarzy się więc z czymś niebezpiecznym i złym. Nie lubię ciemności i właśnie maty, ciepły płomień potrafi zlikwidować lęk przed nią, nadać jej tajemnicę i mistycyzm. Ciemność może być początkiem i czymś pierwotnym. Z ciemności wynurza się dzień; z ciemności pierwsze zostało oddzielone światło. Ciemność może też być zakończeniem życia w dniu Sądu Ostatecznego. Dla chrześcijan ciemność jest stanem grzechu, z którego wyjście zapewnia wiara w Chrystusa - światłość.
      W Starym Testamencie ciemności nadano wymiar stworzony i materialny. "Ja tworzę światło i stwarzam ciemność".
      Pokutująca Maria Magdalena otoczona dramatyczna ciemnością siedzi zapatrzona w świecę. Światło świecy wydaje się być kluczem do jej myśli a także kluczem do myśli Georgesa de La Tour. Statyczna postawa siedząca przypomina słowa św. Piotra nakazującego trwanie przy nauce wiary jak "przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu".
      Lampa pomaga urzeczywistnić się kształtom pogrążonym w ciemności. Wydobywa je i nadaje im nazwę poprzez ukazanie czym są. Chrześcijanie skojarzyli w ten sposób światło z osobą Chrystusa. On jest tym, który nadaje sens życiu, a ci, którzy Go naśladują zwą się synami światłości. Tak też ciemność otaczająca Magdalenę nie opanowuje jej, lecz przypomina o przeszłości i oddaleniu od Boga.
      Umieszczenie świecy w obrazie nie musi posiadać charakteru chrześcijańskiego. Na początku moich "spotkań" z Georgesem de La Tour zetknęłam się z Szekspirowską interpretacją dzieła. Zafascynowana twórczością Szekspira odnalazłam monolog Makbeta, który równie dobrze mógłby być monologiem Magdaleny.

Tak życie pełznie z dnia w następny dzień
Aż do ostatniej zgłoski w księdze czasu;
A każde "wczoraj" zostaje za nami
Niby ogarek, co przyświecał głupcom
W drodze ku prochom śmierci. Zgaśnij, zgaśnij,
Nietrwała świeczko! Życie jest jedynie
Przelotnym cieniem, żałosnym aktorem,
Co przez godzinę puszy się i miota
Na scenie, po czym znika; opowieścią
Istoty, pełną wrzasku i wściekłości
A nie znaczącą nic.


Słowa wypowiedziane przez Makbeta zdają się wywodzić z Księgi Koheleta w Starym Testamencie: "vanitas vanitatum et omnia vanitas". Przekonuje też o tym czaszka namalowana we wszystkich wersjach "Pokutującej Magdaleny", czaszka przypominająca jak bardzo kruchy i ulotny jest materialny (cielesny) wymiar naszego życia. Nawrócona kobieta jest doskonale oswojona z tą myślą. Dotyka czaszki tak, jak matka kładzie rękę na głowie dziecka, gestem prostym i oczywistym w jej sytuacji. Wyrzekła się swojej przeszłości i granica, która dla nas wyznacza śmierć, dla niej już właściwie nie istnieje. Nie budzi w niej lęku, gdyż jej wzrok sięga po wieczność i wartości niemożliwe do zmierzenia przestrzeni, i czasem. Pokuta jest następstwem wyznania swoich grzechów. Człowiek, który odbywa pokutę jest już w stanie laski uświęcającej, może więc z tego powodu odczuwać uroczysty nastrój i świętować powrót do Boga. Maria Magdalena na znak radości założyła białą koszulę. Lecz w niedbałości ubioru jest jakby przypomnienie jej przeszłości. Koszula odsłania ciało, które święta uznała za przyczynę swoich grzechów i którego wyrzekła się w ascezie. Nie jestem jednak do końca pewna, czy nagie ramię ma nam ukazywać pokusę.
Georges de La Tour namalował wszakże Magdalenę pokutującą. Przytoczona wcześniej legenda w swej rozszerzonej wersji mówi, że kapłan okrył pokutnicę własnym płaszczem, gdyż ta była naga, jej odzienie zbutwiało i rozpadło się. Możemy więc mieć do czynienia z sakralnie odkrytym ciałem. Przemawiają za tym też bose stopy, co według Dionizego Areopagity oznaczało "ogołocenie się duszy ze wszystkiego, co do niej przywiera od zewnątrz, obraz upodobnienia się do Boga w Jego prostocie".
      W wersji z Luwru oprócz innych przedmiotów na stole leży bicz. Nie chodzi tu prawdopodobnie tylko o umartwienie się poprzez zadawanie sobie bólu. W wielu tekstach biblijnych bicz pojawia się jako wyraz gniewu i narzędzia kary wymierzonej bezbożnym, ale także jako sposób na zachowanie życia wiecznego "Ty go uderzysz rózgą, a od Szeolu zachowasz mu duszę". Jezus wziąwszy na siebie grzechy całej ludzkości był biczowany wskazując, że do zbawienia idzie się przez ból i cierpienie. "Bo kogo miłuje Pan, tego karze; chłoszcze zaś każdego którego za syna przyjmuje." Bicz leżący przed Marią Magdaleną świadczy więc o pragnieniu naśladowania Chrystusa. Potwierdza to umieszczony pod nim krzyż. Chrystus jeszcze przed swoją męką mówił o "naśladowaniu krzyża". Krzyż według św. Pawła jest także znakiem pojednania z Bogiem, znakiem pokoju, mocy Bożej i chluby. Jest to najczęstszy gest wykonywany w obrzędach liturgicznych. Znak krzyża obejmuje sobą całą naukę Chrystusa, Jego mękę i zmartwychwstanie, a więc to, czego oczekuje pokutująca Magdalena.
      Tak jak w miarę czytelne były dla mnie od początku różne symbole zawarte w obrazie, tak intrygująca była siedząca postawa świętej. Nie jest to przecież charakterystyczna pozycja pokutna, bardziej zrozumiałe byłoby klęczenie, a przede wszystkim leżenie krzyżem. Poszukiwanie znaczenia tego gestu przekonało mnie, że Georges de La Tour nie zamierzał podkreślić charakteru pokutnego przedstawionej sytuacji. Siedząc człowiek odpoczywa, odpręża się i jest spokojny, może więc, mimo pozornej obojętności, więcej widzieć i słyszeć. Liturgia zezwala na tę pozycję podczas czytań z wyjątkiem Ewangelii. Spoczywająca Magdalena zapewne rozsmakowuje się w słowie Bożym, przyjmuje to, co zawierają leżące przed nią księgi.
      Wszystko, co dotąd napisałam w tym rozdziale opisuje obecny stan Marii Magdaleny. Trudno doszukać się, co myślał o jej przeszłości Georges de La Tour. Być może czerwona spódnica podtrzymywana powrozem da nam odpowiedź? W malarstwie średniowiecznym Maria Magdalena często była przedstawiana w czerwieni. Barwa czerwona jest jedną z najwcześniejszych barw użytych w znaczeniu symbolicznym. Widziano w niej kolor krwi, znak siły i młodości. Ze wszystkich barw jest najbardziej rzucającą się w oczy; barwa ognia, przypomina wschodzące i zachodzące słońce. Czerwoną farbą malowano posągi bożków uosabiających płodne siły natury. W rzadziej spotykanym znaczeniu czerwień symbolizowała piekło i wszystko co ma z nim związek. Judasz, zdrajca Chrystusa, od XIV wieku zaczyna być przedstawiany jako rudowłosy. Jest też czerwień wyrazem nieopanowanych żądz i popędów. Aby zwrócić na siebie uwagę mężczyzn, nierządnice ubierały się w jaskrawoczerwone szaty. Czyż nie takie znaczenie mają dla nas jaskrawoczerwone usta? Istnieje też i pozytywna symbolika religijna tej barwy. Czerwień to bezgraniczna miłość do Boga, to męczeństwo i zmartwychwstanie Chrystusa.
      A powróz? Sznur, którym obwiązała się Maria Magdalena to nic innego tylko pas w swojej najprostszej formie. Ze względu na zamkniętą formę uważano pas za symbol szczególnej siły, czystości i poświęcenia. Uważano go także za przedmiot magiczny. Noszenie pasa było oznaką życia przyzwoitego. Ten, kto nie przepasywał szaty, uchodził za osobę wygodnicką, bądź też o rozluźnionych obyczajach. W Piśmie św. zaleca się noszenie pasa jako wyrazu czujności i gotowości na spotkanie z Bogiem.
Pas (cingulum) używany w Kościele katolickim symbolizuje gotowość do odbycia bojów duchowych, jest także znakiem czystości i sprawiedliwości. W związku z tym w średniowieczu zabraniano noszenia pasów przez kobiety lekkich obyczajów.
      Kim więc była Maria Magdalena? Twórca wizerunku nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Może dwie pozostałe wersje dopomogą w odczytaniu jej przeszłości?

     

Na obydwóch przedstawione jest zwierciadło, stały rekwizyt kobiet używających świata. Z tym, że przekornie lustra te nie odbijają, oblicza Magdaleny, lecz świecę albo czaszkę wzmacniając tylko jeszcze znaczenie tych przedmiotów.
A może te rozrzucone klejnoty? Chyba jednak nie jest to takie ważne, kim była Maria Magdalena?
      Im dłużej wpatruję się w (niestety tylko) reprodukcję obrazu, tym bardziej zaczynam odczuwać chęć zatrzymania się, stawienia sobie najbardziej podstawowych pytań i udzielenia zdecydowanych odpowiedzi. "Magdalena" La Toura jest tą z nielicznych osób, którym udało się oderwać od powszedniości i, nieważne czy jej życie było niemoralne czy nie, zatrzymała się i nazwala rzeczy po imieniu. I chyba to jest najbardziej ujmujące w tym dziele.

[wróć]

INNE WYOBRAŻENIA POKUTUJĄCEJ MAGDALENY

      Może to nie Georges de La Tour - malarz - lecz temat pokutującej Magdaleny zaskoczył mnie na ślepej wędrówce? Może nie chodzi a samą pokutę, ale ten moment zatrzymania i zważenia swojego życia?
Szukałam więc innych przedstawień, innych obrazów z pokutującą Magdaleną.

     


      Na pewno zaskakująca jest rzeźba Donatella i inne powstałe w tym duchu przestawienia Castagno, della Robii, Verocchia. Zobaczyłam "Marię z Magdali jako pokutnicę, której ciało wyschło od starości, słońca i wichrów, upodobnił ją (Donatello) do żywego szkieletu. Skóra na policzkach przylgnęła tak szczelnie do kości, że twarz pokutnicy wyziera spod zmierzwionych włosów jak maska kościotrupa. Nędzne kosmyki włosów spadają na wychudzone ramiona i skąpą zasłoną okrywają starcze, wychudłe ciało. Pokutniczy charakter postaci wydobył Donatello z ekspresją skończoną, z mocą niezwykłą wyraził to, czego nie zdołali wypowiedzi prymitywiści z XIII i XIV wieku. Oto pokutnica, słynna niegdyś z urody, której ciało zniszczało od bólu, łez, od żaru słonecznego. Oto Maria z Magdali, która pokonała swe ciało z żarliwej miłości do swego Nauczyciela".
      Tak, rzeczywiście przerażająca jest wizja dobrowolnie zniszczonego ciała. Jakaż konsekwencja, konsekwencja skrajna, eliminująca ciało z życia ludzkiego! Zostaje sam duch.
Dwa następne obrazy (najbliższe nam czasem powstania) nie epatują nas dosłownością interpretacyjną legendy o świętej. Ale są niezwykle dojmujące w swoim wyrazie. I Corot i Cezanne pokazują nam osamotnienie, ból i cierpienie osoby, która zdała sobie sprawę z własnej słabości. Nie mamy tu nadziei i radości nawrócenia, jest tylko sam na sam z własnymi grzechami.

     


      Jakże dalekie od wyobrażeń ascetycznej pokuty są "pokutujące" z dzieł Caravaggia, Tycjana, Trevisani i Conco. Chyba nie zwróciłabym uwagi na ich obrazy, gdyby nie Georges de La Tour. W zestawieniu z innymi wyobrażeniami pokutującej Magdaleny są doskonałym dopełnieniem tematu. Może nawet nie tyle dopełnieniem, co raczej rozwinięciem.
Najbliższy duchem "Pokutującej Magdalenie" z Luwru jest wizerunek świętej namalowany przez Caravaggio.



Obraz ten namalowany w tendencji "pittura tenebrosa" operuje światłem skupionym na postaci i lekko tylko oświetlającym jej otoczenie. Tak więc cała nasza uwaga skupia się na Magdalenie. 0 jej pokucie, a raczej żalu za popełnione grzechy możemy domyśleć się z pokornego przechylenia głowy, ułożenia rąk i oczywiście z łzy płynącej po twarzy. Święta także siedzi jakby czekając, czy wysłuchując Boga. Ubrana jest jeszcze w swoje bogate szaty. Dopiero podjęta decyzję o pokucie. Zdjęta biżuterię i gotuje się do przyjęcia przyszłości. Prawie żaden element nie ma charakteru religijnego, jedynie flakon z olejkiem - atrybut świętej - wskazuje na powiązania z Ewangeliczną postaci. Cały mistycyzm wyraża się w dramacie ciemności i światła padającego wyraźnie z góry, światła, które pomija widza i "przemawia" do pokutującej trudnymi do przyjęcia słowami.       Następne wizerunki są coraz bardziej dosłowne, odarte z tajemnicy. Już tylko tytuł obrazu przypomina "Magdalenę" Georgesa de La Tour.

     
Szaty Magdaleny nie przypominają szat pokutnych z obrazu Georgesa de La Tour, czy też ubioru rozkochanej w strojach i błyskotkach kobiety z obrazu Caravaggia.
0 tym, że jest to Maria Magdalena odbywająca pokutę świadczy czaszka, księga na jej kolanach oraz krzyż w jej rękach. I tu światło odgrywa ważną rolę. Pada z góry na Magdalenę sugerując mistyczny kontakt z Bogiem, zwłaszcza zapatrzonej do góry w obrazie Conco. Nie jest to jednak ulubiona przeze mnie scena nokturnowa, postać nie wyłania się z mroku.
      I oto jeden z dłużej szukanych wizerunków. "Pokutująca Magdalena" Tycjana. Gdy ją zobaczyłam przyszedł mi na myśl zacytowany poniżej wiersz Kazimiery Zawistowskiej.



MAGDALENA Drobną stopą zdeptawszy syryjskie purpury
Słuchała nieruchoma, przegięta niedbale
Owych pieśni słuchanych ku jej ciała chwale
W świetlicy obwiedzionej kwiacianymi sznury.

      Lecz z jej oczu jak tygrys, co ukrył pazury,
     Już dziki szał, przczajon, zrywał się zuchwale
     I ust zniżał dyszące , wilgotne korale,
     I rozpalał łaknących ramion jej marmury.

I blada pod złoconych warkoczy promieniem
Z piersi, z bioder, szat więzy zerwał i kwiaty.
***************************************

     Lecz nagle przez jutrzniane różowe poświaty
     W jej rozwarte od trwogi i lęku źrenice
     Jak mistyczny krąg światła wejrzy blade lice,
      Krwawe skronie owite cierni obramieniem.


Gdybym miała układać obrazy według kolejnych etapów z życia i legendy o świętej, to ten byłby pierwszy. Mimo, że obraz w swoim tytule zawiera określenie "pokutująca", słowa poetki zdają się bardziej przystawać do zakrywającej w pośpiechu swoją nagość kobiety. Natchnienie od Boga zaskoczyło ją, gdy popadała w zapomnienie swojego pięknego ciała. A gdybyśmy mieli wątpliwości, że pięknowłosa, trwożnie zapatrzona w górę, kobieta jest tą samą Magdaleną, którą wyobraził Georges de La Tour czy Donatello, Tycjan w lewym dolnym rogu umieścił pojemnik na wonności.
[wróć]

POZOSTAŁE PRZEDSTAWIENIA MARII MAGDALENY

      Właściwie mogłabym już zakończyć rozważania. Moja ciekawość dotycząca ikonografii pokutującej Marii Magdaleny została w dość dużym stopniu zaspokojona, ale w trakcie poszukiwań natrafiłam na wiele innych wizerunków. Tak jak na początku wydawało mi się, że ikonografia świętej jest dość uboga, tak z czasem otworzyła się przede mną obfitość różnych reprodukcji. Wiem, że odnalazłam tylko niewielką część, jednak pewne powtórzenia ikonograficzne pozwalają mi teraz niemal bezbłędnie wyłonić przedstawienia Marii Magdaleny w nowo oglądanych reprodukcjach dzieł wielu malarzy. Obrazy poświęcone Magdalenie możemy zebrać w kilka grup tematycznych:

1.WIZERUNKI

Drugą dużą grupę stanowią indywidualne wizerunki Magdaleny. Wśród tych wyobrażeń dominują przedstawienia kobiety w bogatym stroju, zapewne są to piękności według kanonu czasu, w którym powstawały obrazy, choć pewnie i współczesna kobieta pozazdrościłaby jej urody na niektórych wizerunkach. Święta najczęściej nie posiada okrycia głowy, a jej piękne, długie włosy przykuwają naszą uwagę. W ręku trzyma swój atrybut - pojemnik na wonności, którymi chce namaścić ciało Chrystusa.
           

           

2.PRZEDSTAWIENIA SCEN Z EWANGELII

Maria Magdalena to przede wszystkim postać ewangeliczna. Druga więc grupa przedstawień to tematy zaczerpnięte z Pisma św., a wśród nich chyba najczęściej interpretowana scena opłakiwania pod krzyżem. Tu, w przeciwieństwie do poprzedniej grupy obrazów, rzadko spotykamy atrakcyjną piękność. Opłakujące Ukrzyżowanego Magdaleny, to kobiety pogrążone w rozpaczy, przybierające rozdzierające pozy i z przejmującymi grymasami na twarzach, jak na przykłąd w scenie z ołtarza namalowanego przez Grünewalda.

Bardzo ciekawa jest postać świętej z ołtarza wykonanego przez Masaccia.

Cała jej rozpacz wyraża się w rozrzuconych ramionach. Nie widzimy twarzy lecz klęczącą postać zwróconą do nas tyłem, silnie dramatyczną w swym geście.

           

Inną sceną ewangeliczną zobrazowaną przez malarzy jest "Noli me tangere", w której Chrystus wstrzymuje Magdalenę mówiąc: Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego". Zdumiona spotkaniem ze Zmartwychwstałym Magdalena pada na kolana przed Nim. Lecz Chrystus wstrzymuje ją gestem dłoni.
     

Wyobrażenia tej sceny wydają się być jasne i jednoznacznie czytelne. Ale jest wśród nich "Noli me tangere" z Muzeum Prado namalowana przez Correggia na które możemy spojrzeć szerzej Kilka lat temu na polskim rynku księgarskim ukazała się książka Nikosa Kazantzakisa pt. "Ostatnie kuszenie Chrystusa". Na okładce umieszczono reprodukcję fragmentu tego obrazu z hiszpańskiego muzeum. W kontekście tekstu powieści Magdalena stała się tu piękną kobietą budzącą zainteresowanie Chrystusa o odwodzącą Go od wypełnienia Swojej misji.


Oprócz tych dwóch głównych tematów - opłakiwania i "Noli me tangere" natrafiłam na pojedyncze interpretacje innych fragmentów Ewangelii. Jest to Rembrandtowska wizja spotkania Marii Magdaleny z Jezusem przy grobie, ona zrozpaczona nie poznaje Pana.


Jeśli przyjmiemy stanowisko, że Maria Magdalena była siostrą Łazarza i Marty, możemy poszerzyć ikonografię o obraz Caravaggio przedstawiający rozmawiające ze sobą siostry.



3.TEMATY ZACZERPNIĘTE Z LEGENDY


Następna grupa to wyobrażenia, które tematycznie powiązane są jedynie z legendą. Stanowi je przede wszystkim, cykl fresków Giotta z kościola w Asyżu.
Poza nimi natrafiłam na trzy dzieła: Lorenzo di Credi, Tilmana Riemenschneidera oraz Andrea Sachci. Wszystkie przedstawienia koncentrują się na scenie obcowania z aniołami.

                 

4.PRZEDSTAWIENIA GRUPOWE Z INNYMI ŚWIĘTYMI


Piątą grupą są obrazy w których Magdalena występuje w towarzystwie innych świętych.
             

5. WYOBRAŻENIA W RZEŹBIE


Przytłaczającą większość w przedstawieniach Marii Magdaleny stanowią obrazy. Podczas moich poszukiwań odnalazłam niewiele rzeźb i płaskorzeźb. Może to też być związane z tym, że obraz stanowi wdzięczniejsze i łatwiejsze źródło do reprodukcji, rzeźba wszak ze swej natury o wiele więcej traci na płaskiej kartce papieru czy też na ekranie.

     
[wróć]

REFLEKSJE KOŃCOWE

      Zdaje sobie sprawę, że nie objęłam tym przeglądem całej ikonografii Marii Magdaleny, ale nie taki byt cel moich poszukiwań. Chciałam jedynie przedstawić tok myślowy wywołany jedną barwną reprodukcją.
      Praca temu towarzysząca przyniosła mi wiele satysfakcji i pokłady kurzu bibliotecznego (nie było wtedy dostępu do internetu), zaspokoiła też moją ciekawość. Dzięki "odkryciu" "Pokutującej Magdaleny" La Toura zweryfikowałam własną, jakże powszednią, wiedzę o świętej.
      I ostatnie spostrzeżenie jest najbardziej osobiste. W trakcie pisania pracy próbowałam uporządkować własne życie duchowe, znaleźć i określić niezbędną mi formację. Wielka trudność w podejmowaniu ważnych decyzji wywołała bardzo subiektywny i emocjonalny odbiór ulubionego dzieła, mieszając moją prywatność z rzeczywistością i obrazem Georgesa de La Tour,
[wróć]





Magdalena ; Maria Magdalena w Ewangelii - Tajemnicze "SIEDEM" - Legenda o Marii Magdalenie - Georges de La Tour -
Światło i symbole "POKUTUJĄCEJ MAGDALENY" - Inne wyobrażenia "POKUTUJĄCEJ MAGDALENY" - Zakończenie



home

©  jaSS 2001 - 2007